Pięćdziesiąt twarzy Greya

grey1Absolutnie żenujące jest, że niemal każda recenzja tudzież opinia na temat tego filmu sprowadza się do konstatacji, że jego niezaprzeczalnym atutem jest rzekoma inspiracja dla pożycia intymnego widzów. Tym bardziej, że takie podsumowywanie filmu Sam Taylor-Johnson może być mimo wszystko uznane za przejaw pewnej intelektualnej ignorancji.

We współczesnym świecie wszystko się rozmywa i traci ostrość. Męskie przeplata się z żeńskim, do tego stopnia, że staje się w zasadzie indywidualną decyzją, wyborem. Determinizm jest przeżytkiem. Role społeczne stają się umowne, przestają być trwale związane na przykład z płcią. Jest to proces postępujący, który wyraźnie dominuje choćby przekaz mediów głównego nurtu – stykamy się z nim na co dzień.

W tym stale rozwadniającym się świecie, w tym natłoku bylejakości pomieszanej mdłą identycznością pojawia się „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Film, który przypomina coś, o czym wielu współczesnych uczestników życia społecznego chce zapomnieć. Kobieta i mężczyzna to byty, które fundamentalnie się różnią – w każdym aspekcie swojej egzystencji. Różnią się nie tylko fizycznie – co jest oczywiste, ale przede wszystkim intelektualnie – o czym zdajemy się często zapominać. Ich umysły pracują na zupełnie innych częstotliwościach, z inną prędkością, w inny zupełnie sposób rejestrują i przetwarzają rzeczywistość. Wreszcie inaczej komunikują się z otoczeniem. Mają także, co za tym idzie, odmienne oczekiwania i pragnienia.

Tytułowy Christian Grey oczekuje od Anastazji Steele, że ta podpisze z nim kontrakt. Można powiedzieć, że to reguły gry. Precyzuje on bowiem między innymi sposób w jaki będą się spotykać i spędzać czas, kiedy będą ze sobą sypiać – włącznie z określeniem wszystkich praktyk seksualnych, na jakie będzie mógł sobie pozwolić Grey. Określa także role w jakich będą występować – on będzie panem, ona  – jego podwładną. Co z tego będzie miała? Przyjemność.

Kontrakt namacalnie identyfikuje męskość. Konkretną, precyzyjną, zadaniową, bez tracenia czasu na niepotrzebne rzeczy. Kino, restauracja, kwiaty, romantyczna otoczka – na to wszystko facetowi szkoda czasu. Pokój zabaw, który Grey pokazuje Anstazji to tylko pewnego rodzaju metafora jakiejś męskiej pasji, którą kobieta nie tyle musi podzielać ile raczej tolerować, nauczyć się z nią żyć. Bo dla zadaniowego faceta będzie to coś równie ważnego, jak sam związek z kobietą. Nie chodzi tu bynajmniej o proste przeciwieństwo – mężczyzna ma pasje a kobieta mu się podporządkowuje. Wręcz przeciwnie, pokazuje to tylko pewien schemat wartościujący, obecny w męskim umyśle. Zanim jeszcze Anastazja wejdzie do owego pokoju zabaw, gdy się o nim dowiaduje, pyta czy Grey ma tam Xboksa? Grey akurat Xboksa nie ma, ma natomiast całą gamę pejczy, nabijanych ćwiekami kostiumów itd. Równie dobrze mógłby mieć tam klasery ze znaczkami, których maniakalne kolekcjonowanie byłoby jedną z bardziej angażujących życiowo działalności Greya. Jednak ten konkretny męski reprezentant wyjątkowo upodobał sobie dupczenie na ostro.

Wbrew pozorom to nie jest relacja jednokierunkowa. Oboje się przyciągają i oboje – zgodnie ze swoimi oczekiwaniami, próbują zdefiniować reguły jakie będą w ich relacji obowiązywały. Dla Greya rzecz jest oczywista i konkretna, spisana od A do Z, włącznie z możliwością pewnych ustępstw i negocjacji. Wydaje się, że jest on otwarty na jej propozycje. Jaka jest zatem odpowiedź Anastazji?

Anastazja nie podpisuje od razu tego kontraktu, podejmuje natomiast pewną grę. Jest zainteresowana Greyem, coś ją do niego przyciąga. Ale nie jest bynajmniej uległa – nie podpisuje kontraktu. Pozwala natomiast zaciekawić się światem tego mężczyzny. Pozwala się doń ostrożnie wprowadzić, zobaczyć na czym to polega. Tak jak Grey ma z tej relacji pewne przyjemności związane z wzmożoną działalnością erotyczno-towarzyską w pokoju zabaw, tak Anastazja częściowo także spełnia swoje oczekiwania. Na jakąś kolację w końcu pójdą, a poranek ze śniadaniem do łózka jest spełnieniem jej wyobrażenia romantycznego faceta. Anastazja zwodzi jednak Greya z podpisaniem kontraktu, bo nie jest do końca pewna czy to mężczyzna dla niej. Myślę, że podświadomie zdaje sobie z tego sprawę, wie że z tego nic nie będzie, ale jest coś podniecającego w tym mężczyźnie. Tutaj jedna uwaga. Spotkałem się z opinią, że Grey – jako dziecko wychowywane przez rodziców zastępczych ma jakieś problemy psychiczne. Być może tak. Być może trudne dzieciństwo odcisnęło się jakimś piętnem na jego życiu. Być może też, to kolejna metafora chłodnego chowu (co także można by było zbadać w perspektywie psychologicznej). Nie chcę tu podawać gotowej interpretacji, bo jej nie mam, na chwilę obecną wydaje mi się ona nieistotna. Co natomiast jest istotne, to owo podążanie Anastazji za Greyem. Mimo że wie, że to jest mężczyzna – a więc byt o kompletnie innym modelu funkcjonowania – który przy tym niechętnie zrezygnuje z fundamentalnych założeń swojego kontraktu (choć z czasem z niektórych zrezygnuje) to jednak brnie w tę nieokreśloną relację coraz bardziej. Psychologia dobrze już rozpoznała przypadki, w których na przykład ofiara przemocy domowej w dzieciństwie, w życiu dorosłym wiąże się z mężczyzną, który zapewni jej tę samą amplitudę emocjonalną. Podświadomie poszukuje sytuacji psychologicznej, którą zna, w której – paradoksalnie czuje się bezpiecznie w takiej toksycznej relacji.

Czy jednak relacja miedzy kobietą i mężczyzną z założenia nie jest toksyczna? Czy końcowa scena w której Anastazja zdaje sobie sprawę, że Grey będzie ją krzywdził, wyrządzał jej ból i generalnie nie chce z tego zrezygnować, nie jest właśnie tego metaforą? Zarówno Grey jak i Anastazja przez cały film próbują wymusić na drugiej stronie akceptację swojej wizji związku. Żadne w zasadzie nie chce ustąpić (poza drobiazgami). Gdy jednak dochodzi do ostatecznej konfrontacji, oboje zdają sobie sprawę, że muszą iść odmiennymi ścieżkami. A zatem dopóki któraś ze stron nie ustąpi, nie zrezygnuje z części swoich oczekiwań i wymagań, dopóty związek nie będzie udany. Jednak nie chodzi tu o rezygnację a następnie rozpamiętywanie – ale raczej pogodzenie się z utratą cząstki samego siebie, po to by być z drugą osobą. Utratą nieodwracalną i na zawsze.

Być może właśnie o tym jest „Pięćdziesiąt twarzy Greya”.

Juliusz Konczalski

UWAGA: Zabrania się kopiowania/powielania tekstów, ich fragmentów, artykułów i opisów oraz pozostałych treści zawartych na tej stronie bez zgody autora.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Pięćdziesiąt twarzy Greya

  1. Ciekawe myśli, jednak odnoszę wrażenie że artykuł głębszy, niż poruszana w nim książka;
    Czy warto dokonywać głębszej analizy nijakiego dzieła, napisanego przez nie ciekawego autora? Być może.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s